Z Grzegorzem Ciechowskim rozmawia Mariusz Szczygieł  ("Na przełaj")

  Grzegorz  Ciechowski vel Obywatel G.C. -autor tekstów, kompozytor, wokalista rockowy, lider byłej grupy "Republika", twórca muzyki do spektakli teatralnych i baletowych.

Czy idol młodzieży ma więcej wrogów czy przyjaciół?

Idol powinien być uwielbiany, traktowany jako ideał, wzór. Dlatego nie czuję się idolem, bo wzbudzam u publiczności oprócz pozytywnego także negatywne uczucia. One wzajemnie się znoszą, więc wychodzę na czysto. Istnieją ludzie, którzy są do mnie wrogo nastawieni. Jednak nie uważam ich za swych wrogów. Z wrogami toczy się walkę. Ja takiej nie rozpoczynam. Nie zauważam ich i na tym wygrywam.

Sądzę, że wygrywasz od urodzenia. Czy byłeś dzieckiem cudownym?

Na pewno nie. Ale nie miałem kłopotów w szkole. Zaczęty się one dopiero na studiach, kiedy postanowiłem iść własną drogą. Zawsze bytem leniwy. Wszyscy uważali, że można ode mnie wymagać o wiele więcej niż daję. Później stawiałem sobie wyżej poprzeczkę, pisząc pierwsze wiersze.

Kiedy napisałeś swój pierwszy wiersz i po co to zrobiłeś?

Miałem szesnaście lat i musiałem wyzwolić emocje, które przez te szesnaście lat się we mnie zebrały. Nie było tu mowy o artystycznym poziomie tego, co pisałem, bo głównie chodziło o wydanie z siebie pierwszego głosu.

Pisanie piosenek jest pójściem na łatwiznę wobec poezji. Nie czujesz się przez to artystą komercyjnym?

Dla mnie nie ma zupełnego znaczenia, czy poezja jest mówiona czy śpiewana., Pisanie piosenek narzuciło mi pewien rygor, technikę, którą muszę opanować i nie może ono świadczyć o komercyjności. Jeżeli chce się uprawiać poezję, to już w tym momencie pojęcie "komercyjna" staje się jakąś paranoją. Można mówić, że komercyjni są pewni poeci amerykańscy, dlatego, że są bardzo komunikatywni. Jeżeli wiersz - komunikat jest zrozumiały, to czy można sądzić, że oni nadają go po to, by go sprzedać jak największej liczbie ludzi? U nas padają takie pytania, gdy mówi się o tekstach piosenek. Ale nikt tych pytań nie zadałby Okudżawie czy Brellowi, którzy napisali wiele rzeczy z myślą, że je zaśpiewają.

Może obawiasz się, ze Twoje teksty są dla nastolatka za trudne, niekomunikatywne?

Oczywiście, że się obawiam...

Czy dlatego próbujesz nieraz tłumaczyć ich treść? Kiedy autor próbuje wyjaśniać sens swoich utworów, uważa się to za akt niegodny twórcy.

Wszystko bierze się stąd, że odbiorcami tego, co ja robię, są ludzie bardzo młodzi. Niekiedy zadają mi pytania świadczące o zupełnym niezrozumieniu tego kodu, którym ja operuję. Raz się dałem namówić na to, że w gazecie opowiedziałem ,,co autor miał na myśli. Dziś nie widzę już w tym sensu. Ludzie, którzy mają do tych piosenek dotrzeć, zrobią to i tak na własną rękę. Przecież każdy mój utwór wprowadzają na i miejsce listy przebojów.

Powiedziałeś wtedy przy okazji, ze swoje utwory przeznaczasz dla ludzi pełnoletnich, powyżej 18 roku życia.

Chodziło o pewną umowność i dojrzałość w przyjmowaniu literatury. Bo można czytać to samo, co czytają dorośli, ale nie zawsze jest się dojrzałym do przyjmowania moich metafor i wizji świata, którą ja akurat mam do przekazania.

Mnie się wydaje, ze ludzie nie mający czasu na czytanie długiej powieści czy tomiku wierszy będą Twoje teksty przyjmować trochę machinalnie.

Takie jest ryzyko wynikające z tego, że tekst istnieje z muzyką. Wiadomo, że dla pewnych ludzi muzyka to taka wata, która jest nadawana w radiu i której słucha się przy goleniu. A jeżeli dla kogoś moja muzyka stanowi coś więcej, działa wówczas tajna broń tych piosenek - sens tekstu. Czyli coś, nad czym długo pracuję. Zawsze staram się, by ta broń działała jak afrykańska trucizna, powoli, ale skutecznie. Kiedy wrażliwy delikwent pada rażony chorobą (zachwytem), ja jestem już daleko i mam niepodważalne alibi...

Śpiewasz o ograniczeniach tego świata. Świata biurek, telefonów, planów, które wyznaczają nawet liczbę pocałunków.

Sposobem na te wszystkie ograniczenia jest miłość. W moich piosenkach ludzie kochają się nawet w czasie bombardowania. Wyrażają tęsknotę za miłością, jako czymś oczyszczającym. Miłość jest jedyną wartością, którą warto w sobie zachować. W miłości szukamy potwierdzenia dla swego życia. Miłość jest święta i perwersyjna zarazem.

Taką miłość opisuję na swojej trzeciej, dopiero przygotowanej płycie. Jeden z tekstów przedstawia uczucia przesłuchującego  kobietę oficera śledczego, który zakochuje się w niej. Nie potrafi opanować tego uczucia. Torturuje ją, ale chce jednocześnie, by sprawa zakończyła się inaczej. Wreszcie każe aresztować siebie. Połączyłem tu miłość i świat zewnętrzny, który nastaje na naszą niezależność. Świat nas spycha na boczne tory, a my staramy się odnajdywać siebie w miłości.

"Śmierć w bikini"-  to uczucie małego chłopca, który patrzy na kobiecość z podziwem ("umieram prawie rozebrany"), "Mój imperializm"- to erotyk o mężczyźnie tyranie ("skolonizuję twój brzuch..."), "Sexy Doll" zaś opowiada o mężczyźnie przeżywającym swoją samotność ("nieruchoma, naga i plastikowa... nie zamykam   na   noc   twoich oczu..."). Raz jesteś tu tyranem, raz niewinnym chłopcem. Świadczy to o Twojej zmienności wobec kobiet.

W pewnym sensie wszystkie te relacje między kobietą i mężczyzną są dla mnie prawdziwe. Cechuje nas chęć ubezwłasnowolnienia partnera, z drugiej strony chęć bycia ubezwłasnowolnionym. Każdy zapewne chciałby mieć absolutne panowanie nad osobą, którą kocha, bez względu na konsekwencje tego panowania. Życie każe nam zdobywać kochane osoby i nie każe nam się wahać.

Czy marzyłeś o tak aktywnym życiu, jakie prowadzisz?

Napięcie jest warunkiem, na który muszę się godzić. O takich rzeczach się nie marzy, one przychodzą same, dzieją się po prostu. Jednak człowiek, który jest ,,poukładanym", "porządnym" obywatelem raptem nie stworzy sobie życia napiętego. To mu się nie uda. Do tego trzeba mieć określoną osobowość.

Podejrzewam, że, na przykład, w małych miejscowościach są ludzie niedowartościowani, marzący o aktywnym, nieco szalonym życiu.

Tak, ale naprawdę oni marzą o czymś zupełnie innym. Marzą, żeby mieć z głowy problemy dochodzenia do pewnych celów, żeby mieć mieszkanie i pracować, co jest zresztą stanem pewnej normalności. Młodzi wbrew pozorom nie mają wyrafinowanych pragnień.

Które z Twoich pragnień są najważniejsze?

Na pewno życie rodzinne, ale na nie pozostaje mi bardzo mało czasu. Ważne jest też to, iż żyjąc na zwiększonych obrotach posiadam w sobie pewien rodzaj chronometru, który wskazuje mi, kiedy mam odpocząć. Wtedy muszę wyjechać w góry i nic nie robić. Są to momenty, na które bardzo czekam. Właśnie wróciłem z Tatr. Tam nie myślałem o terminach, dziennikarzach...

Publicznie, dziennikarzom zarzucasz głupotę. Kiedy wyszukiwałem recenzji o Tobie i Twoim zespole, naczytałem się strasznie śmiesznych rzeczy... W "Razem" napisano, że Ciechowski jest liderem mającym doskonalą świadomość problemów artystycznych. Ze "Sztandaru Młodych", cytuję: "Filozofia Ciechowskiego znacznie wykracza poza programową tematykę i oryginalność języka nowofalowej nowomowy".

I to jest dziennikarzy nowofatowa nowomowa...

...A z "Gazety Robotniczej" wywnioskowałem, że dziennikarz chyba się w Tobie zakochał: "Zawsze robię się bardzo mały, kiedy podaję rękę Grzegorzowi. Jego potężne łapsko jest tak delikatne, że ten dysonans powoduje dreszcz na plecach".

Wybrałeś bardzo niewinne fragmenty. Mówiąc o głupocie dziennikarzy miałem na myśli całą grupę ludzi, którym wydaje się, że są dziennikarzami. Wielu z nich myśli, że jeśli przesłuchali kilkaset płyt, to ten fakt predestynuje ich do pisania w czasopismach muzycznych. Niestety, widzę, jak nieadekwatne są recenzje do tego, co się w środowisku muzycznym dzieje.

Ogromną krzywdę robi się niektórym zespołom masowo je chwaląc. Często są to zespoły, które miałyby szansę zaistnieć, gdyby nie to, że dziennikarze za bardzo starają się ich karierę uprzedzić. Młodzi ludzie na początku swej muzycznej drogi, bardzo się mylą wierząc w to, co o nich piszą. To gubi wiele zespołów i ludzi nieodpornych. Dziennikarze pism rockowych cały czas, domagają się nowych ofiar. Zachowują się jak wampiry.  Rzucają się na ofiarę i wbijają się w nią zębami na tak długo, aż wszystkie soki zostaną z niej wyssane. A potem odrzucają ją, depczą. Ich nieświadomość, w jaki sposób rozprawiają się z ludźmi młodymi, wrażliwymi, w jaki sposób niektóre wrażliwości przytępiają, jest niewybaczalnym błędem.

"Republikę" także w pewny m momencie zagłaskano?

Ale ja byłem już wtedy dorosły. Miałem 25 lat i wiele przykrych doświadczeń za sobą. Chociaż mimo to, bardzo nieprzyjemnie odbierałem nieprzychylne recenzje. Wyobrażam sobie, co dzieje się w takich przypadkach z ludźmi młodymi, mniej odpornymi. Pozostaje tylko głód bycia artystą, bez możliwości realizacji.

Czy obserwujesz młoda muzykę, nurt alternatywny z "piwnicy", który nie znalazł jeszcze swego miejsca w środkach masowego przekazu, a tworzony jest przez bardzo młodych ludzi?

Odczuwam tu jedno. Brak mi wśród tej muzyki czegoś o dużym formacie. Nie zaznacza się dotychczas ani jeden zespół na miarę tych, jakie powstały na początku lat osiemdziesiątych. Ta twórczość nieporadna i spontaniczna jest bardzo wartościowa, ale nie ma w niej chyba takich elementów, które obroniłyby się na drugim etapie przed atakiem dziennikarzy.

Ja bym zaatakował poetykę totalnego narzekania i negacji rzeczywistości w stylu: "nie ma przyszłości, nie ma radości", uprawianą przez te zespoły.

Bez względu na to, co te zespoły grają i w jakich kręgach myślowych próbują się poruszać, nie ma tam czegoś takiego, co z iskry zrobi pożar.

Ty od początku miałeś ustaloną koncepcję swej grupy, nie tylko muzyczną, ale i tę zewnętrzną, związaną z waszym wizerunkiem plastycznym, ze strojem. Zawsze występowaliście w czerni i bieli.

Gdybyśmy się umówili na kolor różowy, pewno nikt by nas o to nie pytał. Myślałem od początku nad tym, aby nie ograniczać się w muzyce, jaką uprawialiśmy. Aby nie zamykała nas ona w określonej uliczce. Jeżeli np. zaczniemy od reggae, to już zawsze z reggae będzie się nas kojarzyło. Dlatego starałem się zacząć od czegoś takiego, co pozwoliłoby nam wyjść po raz pierwszy do publiczności z innej strony. Myślałem o wizerunku, który wyeksploatuje się bardzo szybko, ale "zalegalizuje" nas w ten sposób. Image miał swoje znaczenie w ideologii "Republiki". Czerń i biel to wdzięczne barwy. Czerń odwdzięczyła się za to, że ją wybrałem.

Czarne są Twoje meble, zasłony, czarne filiżanki, wreszcie czarny strój. Czy lubisz się ubierać?

Myślę, że u nas bardzo rzadko dzieje się tak, aby ktoś dbał o swój wygląd poza sceną. Tylko wtedy można zdobyć zaufanie do swego image'u, kiedy swoją postać buduje się konsekwentnie od początku do końca. Bycie artystą to także ubieranie się, wyglądanie na co dzień w specjalny sposób. To jest coś, co dajemy ludziom spotykając ich na ulicy, w tramwaju, na postoju taksówek. Oni żądają tego, abyśmy byli inni, prawie odświętni. Nie robimy łaski, że tak wyglądamy. Jest to część naszego zawodu.

Strój mówi o tym, że ktoś, kto go nosi, myśli cały czas o ludziach, dla których pracuje. Dziwię się aktorom, którzy chyba oprócz jednego Zbyszka Cybulskiego nie potrafili stworzyć własnego stylu, indywidualności w sposobie bycia, ubierania się. Większość aktorów stara się być szara. Za najlepszą uważają szarą tkaninę, którą można zafarbować na wszystkie kolory. Lepiej chyba być dobieranym do konkretnej roli niż móc zagrać wszystkie role i oczekiwać na takie zafarbowanie. Ja bym nie umiał zagrać wszystkiego. Nie chcę tego.

Dziękuję za rozmowę. Cześć.