Fragmenty wywiadu z miesięcznika ROCK'N'ROLL
 (czerwiec 91)
(Grzegorz Brzozowicz i Filip Łobodziński)

Początkowo Twój krąg zainteresowań muzycznych obejmował jazz. Dlaczego?

W połowie lat 70. postawiłem krzyżyk na rocku i pozamieniałem się na płyty. Zostawiłem sobie tylko Aqualung Jethro Tull, kilka Hendrixów, T.Rex, Ciemna stronę... Pink Floyd, a reszta fruu! Pozostała część płytoteki to był Zappa, Miles Davis i amerykański zdeklarowany jazz. Popełniłem parę błędów - zamieniłem parę dobrych albumów rockowych na kompletne bzdety jazzowe. Ale dostałem amoku - radio raziło wtedy koszmarkami w stylu Yes i Genesis... Straszne.

Co było dla Ciebie przełomem, sygnałem do powrotu do rocka?

Jedna płyta Dead Kennedys. To się oczywiście budowało stopniowo, były płyty punkowe, Dire Straits, Stranglers, ale dopiero Kennedys wytrącili mnie z równowagi - i płyta B-52s. W związku z nią zorganizowałem naradę zespołu, wszyscy mieli obowiązek jej posłuchać i od razu stało się jasne, że Krzywański nie może grać bluesowych solówek. Na Zachodzie to oczywiście nie były nowości, oni tworzyli w ciągu kulturowym, ale u nas ten ich ogon nigdy nie zaistniał. Nowa fala pojawiła się u nas znikąd.

A Stranglers? W rytmice Republiki nietrudno ich wyłapać.

O tak, zasłuchiwaliśmy się w nich - ale nie tylko, pierwsze płyty XTC też, Doll By Doll, Patti Smith, Television i tak dalej.

Na czym budowałeś swoją manierę wokalną?

Jeśli tu w ogóle można mówić o manierze...Jak słucham swoich nagrań z tamtych lat, to aż mi trochę głupio...Dużo mi dało słuchanie Suicide, XTC. Ale to nie były dla nas wzorce, my za ich pośrednictwem poznawaliśmy ich własne źródła. Byli tacy, co rżnęli z Police, ktoś usiłował naśladować Dire Straits...Bezczelne gesty. Nas to nie interesowało.

Przyglądamy się wyposażeniu studia...

Nie jestem klawiszowcem. Te wszystkie plebiscyty to bzdura. W miarę umiejętnie posługuję się programem komputerowym, więc mogę tu w domu wykreować się na genialnego klawiszowca - rozplanuję sobie na ekranie takie rzeczy, że głowa boli.

(swój pierwszy większy koncert w Remoncie - na jesieni 81, razem z Brygadą Kryzys - odwołali tłumacząc to złymi odsłuchami.)

Naprawdę to poczęstowano nas wtedy ciasteczkami, bombami nie z tej Ziemi i potem na próbie ja np. byłem w czwartej zwrotce, koledzy w trzeciej, Sławek nabijał następny... Salwowaliśmy się  stamtąd ucieczka, potem jeszcze całą noc marudziliśmy w tym Domu Harcerza, gdzie mieliśmy nocleg, łaziliśmy po korytarzu...Refleksja przyszła dopiero nazajutrz. Poza tym używek nie stosowaliśmy - nasza muzyka była mocno zaaranżowana i brak tu było miejsca na odloty i improwizacje. Ja np. nie potrafię grać po używkach. Wódka też pojawiała się w Republice bardzo rzadko, jedynie jako rozweselacz.

(o Andrzeju Ludewie byłym menago zespołu)

Zewnętrzny wygląd zespołu uważał za bardzo ważny, uznaliśmy więc, że nasz wcześniejszy patent z biało-czarnymi pasami wykorzystujemy do końca. Andrzej to świetnie rozegrał - od początku starał się wytworzyć wokół Republiki rodzaj snobizmu i to mu się udało (...)Był bezczelny, sprytny, wiedział, kogo zaprosić i gdzie urządzić przyjęcie. Jak jechaliśmy w pierwszą trasę z Turbo, już wtedy bardzo popularną grupą, to Ludew - i my - mieszkaliśmy w dobrych hotelach (w przeciwieństwie do głównej gwiazdy, która sobie tego nie załatwiła). Tak to ludzie z branży dowiadywali się, że Republika to dobry zespół, bo nie sypia w złych hotelach.

Wszystkie dyskusje prowadziłem tylko ja z Ludewem, choć status grupy był wtedy inny niż teraz, nieco bardziej demokratyczny. Siły rozkładały się miedzy mną, a najstarszym - Pawłem Kuczyńskim. W przypadku konfliktów reszta musiała się jakoś polaryzować. (Dziś Kuczyńskiego nie ma w Republice - zajął się projektowaniem mebli.)

Wkoło panowała umowna nędza, a raczej zblazowanie. Wasz ekskluzywny image mógł zniechęcać.

Image był tylko środkiem - przecież Republika nie polegała na tym, ze czterech ładnie uczesanych chłopców pozowało do zdjęć, ani na tym, że nocowaliśmy w hotelach, a nie w akademikach. Numer z hotelami był tylko pod branże, dla fanów to i tak jesteś w zupełnie innym świecie - kilkunastoletni dzieciak nie zdaje sobie sprawy, że perkusista ma dziurawe trampki i posklejane pałki.

Czyli świadomie stwarzaliście ten dystans.

A co, mieliśmy się bratać z całą publicznością? My nie byliśmy nigdy taaaakie chłopaki. Zespół był dla mnie sposobem uniknięcia konieczności wydawania kolejnych pieprzonych tomików wierszy - chciałem ze swoimi rzeczami docierać szerzej. Nie interesują mnie schematy zachowań obowiązujące w środowisku, co nie znaczy, że ja się ponad to środowisko wynoszę. Ja po prostu mam co innego do roboty. Nie muszę nosić skórzanej kurtki. Od samego początku mówiłem, że muzyka jest dla mnie tylko medium. Nie będę udawał, że jestem rockandrollowcem, nie będę krzyczał do publiczności HEJ, bo mnie to nie interesuje.

Czy czujesz się lepszy od rówieśników z branży z powodu tego, że przeczytałeś więcej niż oni?

Niewiele trzeba było czytać, żeby przeczytać więcej, więc nie jest to powód do dumy. Poza tym ja się nie zastanawiałem, kto jest lepszy, koncentrowałem się na tym, by Republika szła do przodu.

Pierwsza płyta Republiki przynosiła bardzo spójny przekaz tekstowy, proste słowa, zrozumiale dla każdego - formalizm dla mas. Drugą płytę kierowałeś już do ludzi oczytanych, a utwór tytułowy utrzymany jest wręcz w krakowskiej poetyce.

Tak, chciałem tam dać upust swoim tekstom, mniej bawić się słowem, zająć się jego znaczeniem. Jest tam wiele piosenek bardzo dla mnie ważnych - "Nieustanne tango", "Poranna wiadomość"...Próby odnalezienia miłości na przekór złu.

W tym czasie wydaje się, że za sprawą Ludewa Republika może wiele, tymczasem Ciebie biorą do wojska.

Wiele mi wtedy zaszkodził taki reportaż kreowany, jaki zrobiłem w Trójce. Mój kolega z Torunia Zbyszek Ostrowski pracował w dyżurach reporterskich i postanowiliśmy wyciąć numer. Polegało to na tym, że ja jestem mieszkańcem jakiejś klatki schodowej na Karola Młota 11 (taki adres nie istnieje), że zatrudniam goryli i że wpuszczam i wypuszczam ludzi przez drzwi na dole, kiedy chcę. Wielu uwierzyło, że jakiś kretyn-rockandrollowiec zainstalował fotokomórkę, postawił goryla, ludzie pracy wychodzą o 6.30, dzieci do szkól o 7.30, a wszyscy wracają o 16.00...Skandal był potworny, zaczęto zbierać podpisy, żeby mnie wyrzucić z tego Karola Młota - a ja po trzech dniach powiedziałem, że był to przesiew fanów, że ci, co się nabrali, mogą już sobie zrezygnować. Są ludzie, co jak dadzą się zrobić w konia, to uznają taki żart za kiepski. Należała do nich grupka pułkowników z Torunia - uparli się, że mnie wezmą. Pozbierałem wówczas od przyjaciół z radia, z agencji tony papierzysk jednoznacznie wskazujących, że gospodarka wali się w gruzy, jeżeli mnie wciela. Miałem diagnozy lekarskie o zespole dezadaptacyjno-depresyjnym - nikogo to nie interesowało. Cała epopeja - ludzie w białych otokach gonili mnie po piwnicach, groziły mi sądy...Lekarz wojskowy powiedział: Masz chuja, będziesz służył. W końcu osaczyli mnie tak, że postanowiłem - zanurzam się w to błoto i to z całą perwersją. Idę i patrzę, jak tam jest.

Służyłem najpierw w artylerii w Toruniu. Od razu pojawiły się naciski, że - spisz w domu, my ci tu skompletujemy zespół, jaki chcesz, a ty przygotujesz ładny program na Kołobrzeg. A ja na to, że przyszedłem tu na artylerzystę. Dobrze - będziemy szkolić w takim razie... W ogóle się nie uczyłem, interesowało mnie tylko strzelanie do tarczy i rysowanie w zeszycie sromów niewieścich zamiast krzywych balistycznych. Nie pamiętam numeru plutonu ani rodzaju działa.(...) kolegów miałem w porządku (w wojsku) ... Myli się wszyscy...

Wyszedłem z wojska w stopniu starszego szeregowego, co nie było łatwe - pilnowałem pisarzy, żeby mnie nie wpisywali do żadnych awansów, bo nie cierpiałem przyszywania belek. Tak więc tu zachowałem się jak prawdziwy rockandrollowiec.

Przejście od Republiki do Obywatela G.C. to zmiana estetyki na bliższą neosocrealizmowi.

Ale bardziej na Tak Tak! niż na pierwszej płycie. W pewnym sensie wykorzystywane przez mnie na koncertach i okładce elementy były rozwinięciem tego, co robiliśmy w Republice. Ale nie tylko neosocrealizm, co raczej konstruktywizm, który urzekał mnie swoją umownością i plakatowością.

A ekspresjonizm niemiecki?

O, też. Wiele elementów na pewno.

Płyta Obywatel G.C. to erupcja emocji - ale także generalny zwrot ku intelektualistom. Te głosy do piosenek Nieodwołalny paradygmat Józefa K., proklamacja artystyczna i tak dalej...

Tamte dopiski do tytułów mają śmieszną genezę. W trakcie nagrywania płyty cenzura poinformowała mnie, dwa tygodnie po podjęciu decyzji (czyli formalnie nie mogli jej cofnąć), ze zatrzymują cześć tekstów. Panika w Tonpressie. Ja nie miałem najmniejszego zamiaru niczego zmieniać. Idę do cenzora, koniec końców wmówiłem mu, że  Spoza linii świata to o Legii Cudzoziemskiej, bo przecież Wojsko Polskie jest czyste i zadbane.

Na pierwszej płycie Obywatela obecny jest Michał Urbaniak. Czy to też snobizm? Czy jego solówki były aż tak genialne, że nie mógł tego zagrać nikt inny?

Urbaniak jest muzykiem, któremu wystarczy powiedzieć raz, o co chodzi i zagra ci błyskawicznie. Inny trawi na to pół dnia. To nie snobizm. To gust i - także - promocja. Na całym świecie dodaje się znane nazwiska do płyty, bo to jest kolejnych paru klientów do jej kupienia. Wolę muzyków identyfikowalnych.

W Twoich tekstach (...) kobieta bardzo często występuje w sąsiedztwie śmierci.

Chwila uniesienia jest pewną sytuacją krańcową, prowadzącą do czegoś na kształt śmierci, do chęci poniesienia ofiary, samounicestwienia za cenę dotarcia do najważniejszego.

Orgazm jako mała śmierć?

To był dla mnie zawsze cel sam w sobie, coś absolutnego, czemu warto się oddać, spalić się, poznać smak, pal diabli, co będzie dalej. Ale też często używałem w tekstach relacji kobieta-mężczyzna dla wyrażenia innych spraw. Weźmy Klatkę - to opis sytuacji niemożności ucieczki przed miłością, ale i przed niewolą w innych aspektach.

Świat Nowych sytuacji to świat chłodny, skuty totalitaryzmem, szulkinowski, martwy. Tango to z kolei walka, ogień.

Pierwsza płyta to fundament. Odchodziła tam ostra selekcja tekstów, muzyka też jest bardzo spójna - aż do monotonii. Chciałem tam stworzyć formułę, która da mi jednocześnie różne drogi jej rozszerzania. Sytuacje są mocne. To pejzaż orwellowski. Druga płyta z kolei to przede wszystkim rozrachunek ze stanem wojennym.

Czy stan wojenny przerwał Ci z góry ustalony plan kariery?

Było takie partykularne myślenie, chociaż przyszli rano po mojego byłego teścia, ja pomyślałem: Kurwa, co z koncertami? Padł strach, że to wszystko, co szykowaliśmy, runie. Załatwiliśmy wreszcie zezwolenie od jakiegoś komisarza, co zawiadywał Od-Nową i ostro waliliśmy próby.

Czy już wtedy powstał Kombinat?

Był zrobiony wcześniej, ale wtedy nastąpiła dziwna sytuacja, bo  sporo moich tekstów wywróciło się na drugą stronę i nabrało nowych znaczeń, nawet głupie Telefony były zakazane, bo wyłączono telefony...To nam dało potworną siłę - to i zakaz podróżowania - im większy opór napotykaliśmy, tym więcej nam się chciało robić. Czego niestety nie było w Warszawie, gdzie królowały nocne Polaków rozmowy.

Do Warszawy zawitałeś na koncert 13 lutego 1982 w Hali Gwardii. Czy ci nie wstyd?

Wstyd? Mieliśmy coś ludziom do zakomunikowania, nasze teksty nagle zrobiły się zębate. Nigdy nie miałem wrażenia, ze powinniśmy byli wtedy odmówić. To był niesamowity koncert - jedna trzecia ludzi miała w rękach karabiny.