Alex Stach

Gwiazdy, Komety & Czad

IV - OBYWATEL G.C.

Po pierwszym dniu w studio, gdy zobaczyłem, jakie dźwięki są rejestrowane, porzuciłem wszelkie wątpliwości. Ścierański nagrał w ciągu jednego dnia wszystkie gitary basowe i okazało się, że brzmią one trochę inaczej, ale dobrze i świeżo. Moja funkcja sprowadzała się do wyboru proponowanych przez niego opcji. To była robota producencka, zachłysnąłem się wtedy różnymi możliwościami - wspomina Grzegorz.

Potem przyjechał brat Krzyśka, Paweł Ścierański, który nagrał część gitar, a następnie dołączyli Jose i Krzysiek Zawadzki. Pojawił się też Janek Borysewicz, który miał wtedy bardzo ciężki okres po rozwiązaniu Lady Pank, i nagrał bardzo piękne gitary. Znacznie później, za sprawą Małgorzaty Potockiej, prosto z lotniska przyjechał, mieszkający na stałe w Nowym Jorku Michał Urbaniak, i zagrał w kilku utworach na tej płycie.

Po tygodniu pracy nad płytą Grzegorz wiedział już, że jest w innym miejscu, że ten materiał, tak długo konserwowany przez zespół, zyskał nowe tchnienie; stał się świeży. Współpraca z innymi muzykami sprawiła, że to wszystko, co miał do tej pory jakoś poukładane, przewróciło się, ale jednocześnie ostało się to, co było dla niego najważniejsze: przekaz, wzmocniony o pracę tych muzyków. Pomijając całą otoczkę snobistyczną, pojawienie się najlepszych artystów, ich nazwiska na okładce, ich uczestnictwo w tzw. wernisażach, organizowanych przy okazji wydawania kolejnych płyt, wszystko to sprawiło, że Obywatel G.C. już na starcie zyskał markę zjawiska ekskluzywnego. To jednych drażniło, a innych pociągało w jego stronę.

Grzegorz twierdzi, że pierwsza płyta Obywatela G.C. jest dowodem na to, jak dopingująco działa czasem pojawienie się wrogów jakiegoś projektu. Napięcie między nim, a resztą Republiki, było ogromne. Z Torunia dobiegały go wieści o plotkach na jego temat i płyta stała się niejako, poza wszystkim innym, aktem zemsty. Teraz, po latach, widzę mówi Grzegorz - że ta wojna spowodowała nasz rozwój przez konflikt. Pozornie tracąc, w rzeczywistości wszyscy wzbogaciliśmy się niepomiernie.

Od lata 1986 roku, aż do spotkania przed Festiwalem Opolskim w 1990 roku nie było bezpośrednich kontaktów między Obywatelem G.C., a resztą Republikanów. Raz tylko Grzegorz widział ich w Remoncie, gdy towarzyszyli J.J. Burnellowi, jako wynajęci muzycy sesyjni, nie mający wielkiego pola do popisu. Przy tej okazji Grzegorz, ceniący zdrową konkurencję, która podnosi poprzeczkę, nie poczuł się zagrożony: Patrzyliśmy na ten koncert z różnych punktów widzenia. Mnie budują rzeczy, które sam piszę, komponuję, i odgrywanie roli sidemana, choćby przy największej gwieździe, nie interesuje mnie. Dla nich zaś, występ z Burnellem był rodzajem nobilitacji - nie ma Ciechowskiego, jest Burnell. Ale ja, zdając sobie sprawę, że jest to występ jednorazowy wiedziałem, że po powrocie do Torunia będzie im ciężej, bo staną w obliczu czegoś, co jest bardzo trudne: zbudowania własnego identyfikowalnego świata. Taką próbą stał się dla nich zespół Opera. Ale, gdy z naszego konfliktu u mnie rodziły się nowe rzeczy, jak LP "Tak Tak", który jeszcze bardziej niż "Obywatel G.C." nosił znamiona superprodukcji. W Operze powstawały pojedyncze piosenki z coraz innymi wokalistami. To utwierdzało mnie w przekonaniu, że ta formuła się nie sprawdzi. Ciążyła na nich świadomość, że byli kiedyś w Republice. A ja odebrałem im publiczność, która towarzyszyła zespołowi. I nie pomogło im pisanie na plakatach "exRepublika".

Tymczasem rozpoczęła się promocja Obywatela G.C., prowadzona - inaczej niż w wypadku Republiki - również w TV. Pojawiły się teledyski, początkowo robione jeszcze na wpół domowymi metodami: korzystano z każdej okazji dostępu do kamery, by naprędce zmontować jakąś inscenizację, w czym celowała zwłaszcza Małgorzata Potocka, która potrafiła wykorzystać każdą wolną chwilę w studio. Grzegorza i Małgorzatę łączyła w tym czasie pasja promowania Obywatela G.C., której od 1986 roku do ukazania się płyty "Tak, Tak" Potocka oddawała się bez reszty. Była kreatorką nowego image'u Grzegorza Ciechowskiego. Wizerunek Obywatela G.C. oparty został na konstruktywistycznych pomysłach plastycznych, z wykorzystaniem plakatów Rodczenki i Lisieckiego. Małgorzata, twierdzi Grzegorz, była niewątpliwie osobą medialną: Potrafiła łączyć określonych ludzi w określone grupy. Ten dar, przy mojej gburowatości sprawiał, że była wspaniałym uzupełnieniem w kontaktach z mediami, powodowała, że prasa, nie tylko muzyczna, zaczęła interesować się tym, co robię. Również dzięki Małgorzacie wkroczyłem w warszawski rytuał towarzyski, który jest swoistym, żywiącym się samym sobą przypadkiem "perpetuum mobile". Wkrótce jednak niebezpiecznie zatarta została granica między moją pracą, a moim bywaniem w mediach. Przy tym, ja organicznie nie cierpię napuszonej pompy towarzyskiej, która jest nieodłącznym elementem tego rytuału. Trzeba jednak przyznać, że te różne układy bardzo mi pomogły w wypromowaniu Obywatela G.C.

Jak Małgorzata Potocka była niekwestionowanym duchem sprawczym nowego, natchnionego poetyką socrealizmu image'u Grzegorza, tak za ojca sukcesu drugiej płyty "Tak, Tak" i jej wielkiej trasy promocyjnej uważa się Jerzy Tolak, do dziś manager Republiki. Jurek wkroczył na scenę na początku 1987 roku, choć poznał Grzegorza już poprzedniej jesieni, kiedy ten był gościem telewizyjnego programu Non Stop Color, w którym Tolak pracował u boku Wojciecha Manna. Jego szef w Zakładzie Widowisk Estradowych, Krzysztof Materna, starał się właśnie ściągnąć do tej firmy Obywatela G.C., a że poprzednia podopieczna Jerzego, Edyta Geppert, wycofała się akurat z działalności piosenkarskiej na rzecz obowiązków macierzyńskich, postanowił skojarzyć wypróbowanego managera z dobrze rokującym nowym nabytkiem.

Na początku 1987 roku - opowiada Jerzy - mieliśmy ważne spotkanie. Materna powiedział Ciechowskiemu wskazując na mnie: oto jest twój manager - i do mnie: a to jest twój artysta. I tak to się zaczęło. Pierwsza robota, za jaką się wzięliśmy, to było przygotowanie płyty "Tak, Tak". Na swoją głowę wziąłem przygotowanie całej promocji Obywatela G.C. i bardzo dużej trasy koncertowej. Miałem pół roku ciężkiej pracy, a potem satysfakcję w postaci nagrody za najlepszą trasę koncertową.

ZPR-y, instytucja zasobna finansowo, nie oszczędzały na kosztach wydania "Tak, Tak". Grzegorz miał komfortowe warunki do pracy: najlepsze ówcześnie Studio S-4 na Woronicza, całkowicie wolną rękę w przygotowaniu materiału i w doborze muzyków, żadnych ograniczeń czasowych. Przygotowanie płyty trwało trzy miesiące, a pierwszy okazowy egzemplarz zademonstrowali Grażyna Torbicka i Marcin Kydryński, prezenterzy koncertu na Festiwalu Opolskim, w którym wystąpił Obywatel G.C.

Tymczasem Jurek Tolak pracował nad wprowadzeniem Obywatela G.C. na scenę. Przede wszystkim trzeba było zbudować zespół, co nie było zadaniem prostym, zwłaszcza gdy upadł pierwotny pomysł, aby występowali z Grzegorzem muzycy, którzy towarzyszyli mu na płycie. Okazało się to nie możliwe, bo każdy z tych wybitnych artystów miał własne zobowiązania i trzeba było montować ekipę z innych dobrych muzyków. Równolegle rozpoczęła się promocja radiowa, która poszła nadspodziewanie dobrze: piosenki "Nie pytaj o Polskę i "Tak, Tak" niemal natychmiast weszły na Listę Przebojów i przez wiele tygodni rywalizowały ze sobą nawzajem o pierwsze miejsce.

Trasę promocyjną przygotowano nadzwyczaj starannie i z wielkim rozmachem; aby pojawienie się na scenie Obywatela G.C. stało się wydarzeniem, forma spektaklu musiała być od początku do końca precyzyjnie przemyślana. Zaprojektowano i zbudowano całą olbrzymią machinę scenograficzną. Głównym elementem jej architektury były rusztowania typu "warszawa", na których rozmieszczono światła oraz wielki ekran do rzutowania slajdów i projekcji filmowych. Jak na owe czasy, w których nie weszły jeszcze w użycie nowinki typu tele-bimu, wszystko to razem było gigantycznym przedsięwzięciem. Odpowiednio do tych środków - trasa obejmowała największe hale w Polsce, między innymi katowicki Spodek, poznańską Arenę, warszawską Salę Kongresową. I wszystkie te sale wypełniły się do ostatniego miejsca: koncerty były ogromnym sukcesem. Pod Kongresową bilety można było kupić u koników z dwukrotnym przebiciem.

Tak przygotowałem promocję - mówi Jurek Tolak - że ludzie mieli do mnie pretensję, że Obywatel G.C. jest wszędzie. Piosenki "Nie pytaj o Polskę" i "Tak, Tak" ścigały się o pierwsze miejsce, a my mieliśmy przygotowaną jeszcze " Podróż do ciepłych krajów " i choć trochę się bałem, puściliśmy ją. Okazało się, że znalazła się na trzecim miejscu. Powstała sytuacja, że trzy piosenki Ciechowskiego okupywały trzy pierwsze pozycje trójkowej Listy Przebojów. To był sukces totalny. Na koncertach miałem jeszcze cieple płyty, które nie ukazały się jeszcze w sklepach. Ludzie ustawiali się w długich kolejkach i kupowali po sześć, dziesięć sztuk tak, że musiałem wprowadzić reglamentację, żeby starczyło na wszystkie koncerty. Kilka razy ledwo uszedłem z życiem ... Imponujące wrażenie sprawiały wypełnione po brzegi sale. To już nie wróci, ale też nikt tego po nas nie powtórzył. W Krakowie graliśmy w hali Wisły, która maksymalnie mieści 4000 ludzi, a na zewnątrz tłoczyło się drugie tyle. Publiczność wrzała. My, z powodów technicznych, mieliśmy opóźnienie, a tu przychodzi dowódca milicji i mówi, że jeśli za 10 minut nie zaczniemy, on zabiera ludzi i odjeżdża. Trochę się zrobiło nieprzyjemnie, bo przecież to była jedyna nasza ochrona. W końcu koncert się odbył, chociaż nie obyło się bez kilku poturbowanych. Natomiast w Hali Ludowej we Wrocławiu, która mieści 6 000 ludzi, organizator odgrodził scenę solidnym płotem z grubych bali, jak mi się wydawało - nie do ruszenia. Ale sądziłem tak tylko przez minutę. Potem publiczność rozniosła to wszystko w okamgnieniu. Zapowiedzieliśmy, że koncert nie odbędzie się, jeśli nie zapanuje spokój. To spowodowało nasilenie ataków, ale jednak w końcu zdrowy rozsądek przeważył i trochę przyhamowali ...

Po powrocie z trasy czułem się strasznie zmęczony, ale usatysfakcjonowany.

W tym czasie w składzie zespołu Obywatela G.C. grali: Wojciech Konikiewicz - klawisze;

Michał Kulenty - saksofon; Jose Torres - instrumenty perkusyj Leszek Biolik - gitara basowa; Kuba Majerczyk - perkusja; Stanisław Zybowski - gitara solowa; Małgorząta Potocka - śpiew; Grzegorz Ciechowski - śpiew, klawisze, flet.

Spośród tych wszystkich muzyków nas interesuje tutaj szczególnie Leszek Biolik, a to z tego powodu, że zwerbowany przez Grzegorza w 1988 roku do Obywatela G.C., dwa lata później zastąpił Pawła Kuczyńskiego w reaktywowanej Republice.

Przerwijmy zatem na chwilę wątek Obywatela G.C., aby nieco bliżej poznać Leszka.

ciąg dalczy ... Między Sopotem a Opolem