Alex Stach

Gwiazdy, Komety & Czad

II - PIĘĆ LAT TŁUSTYCH

1983

Pojawia się road manager - Marzec: trasa z brytyjskim zespołem UK Subs - Koncert Rock Arena w Poznaniu - Kwiecień: ukazuje się LP "Nowe sytuacje" - Maj: trasa promocyjna nowej płyty - Wrzesień: trasa koncertowa na Pomorzu - Listopad: miesięczna sesja nagraniowa w studio na Wawrzyszewie; powstaje LP "Nieustanne tango" - Grudzień: prezentacja materiału z longplaya na Rockowisku w Łodzi.

Na początku 1983 roku powiększył się stan posiadania Republiki. To Ludew zaangażował nowego współpracownika road-managera, którym został Włodek Sztejnberg. Jeśli ktokolwiek wątpił początkowo w celowość tej inwestycji, szybko przekonał się, że nie ma racji. Sztejnberg sprawdził się, i w duecie z Ludewem byli bardzo skuteczni. Opracowali taktykę działania na zasadzie dobrego i złego policjanta, której rzadko kto potrafił się oprzeć. Najpierw do kontrahenta przychodził uprzedzająco uprzejmy, układny Andrzej i miło, sympatycznie, wśród wzajemnych ukłonów załatwiał z grubsza sprawę. Następnie jego miejsce zajmowało przeciwieństwo oschły, zasadniczy Sztejnberg stanowczo i rzeczowo przystępował do omawiania wszystkich warunków, finansowych oczywiście nie wyłączając. Na ogół obydwaj wychodzili zadowoleni, co nie dziwi, jeśli zważyć, że Włodek cieszył się pewną sławą w branży i nie darmo nosił ksywę "Krwiożerczy Sztejnberg".

W marcu Republika otrzymała propozycję trasy wespół z brytyjską grupą UK Subs. Zaczęto rozważać plusy i minusy. W tym czasie do Polski nie przyjeżdżali wykonawcy pierwszej wielkości, bo byli zbyt drodzy. Przyjeżdżały zespoły tańsze, nie dość jednak popularne, żeby ściągnąć wielką widownię. UK Subs nie byli bardzo znani; występowali dotychczas w klubach, nawet dużych, ale hala, to było dla nich nowe doświadczenie. Z drugiej strony - trasę zaplanowano imponującą: 16 koncertów, w tym dwie hale Wisły, hala sportowa w Łodzi, dwie Olivie, dwa Torwary, słowem - największe widownie w kraju. Republika, to jasne, miała być lokomotywą, która ściągnie publiczność, i po namyśle postanowiła to wyzwanie podjąć, zastrzegając jednak, że nie będzie występować jako przedgrupa.

Po negocjacjach Ludew uzyskał warunki, jakie w pełni satysfakcjonowały zespół: na plakacie obie formacje występowały jako równorzędne, z lekką nawet przewagą Republiki, bo zaznaczono, ze to ona prezentuje UK Subs, a nie odwrotnie.

Grupa UK Subs pochodziła z Londynu, a stanowili ją: Alvin Gibbs, Charlie Harper, Kim Wylie i Nicky Garret. Był także Dave Leaper, akustyk i jednocześnie realizator nagrań studyjnych, który później, w 1984 r. w Londynie miał miksować angielską wersję "Nowych sytuacji". Występy w Polsce okazały się dla nich ogromnym przeżyciem. Nigdy dotychczas nie spotkali się z tak liczną widownią, z wyjątkiem epizodu amerykańskiego, gdy grali jako support przed koncertem bardzo popularnego zespołu "Ramones". Ale wówczas widownia liczyła 3 tysiące ludzi. W Łodzi przybyło 10 tysięcy. Nic dziwnego, że UK Subs po prostu zwariowali: biegali po scenie, wskakiwali na wzmacniacze, wdrapywali się na kolumny. Był to dla nich totalny szok i było im cudownie. Republikanie taktownie nie wdawali się w rozważania, ile procent tej widowni przyszło wyłącznie dla nich. Ale swoje wiedzieli: Magnesem byliśmy my - wspomina Krzywy. - W tym czasie obciachem było nie znać Republiki. A Anglicy ściągali około 30% ludzi. I tak na całej trasie, a trasa była potężna. Pierwszego dnia Kraków, drugiego koncert na Śląsku, trzeciego dnia Łódź, czwartego Gdańsk, później Olsztyn - potworne przerzuty. Ale byliśmy młodzi, nie czuliśmy

zmęczenia, a oni okazali się znakomitymi facetami i zaprzyjaźniliśmy się. W sumie było bardzo sympatycznie, a poza tym zarobiliśmy na tyle przyzwoite pieniądze, że byliśmy zadowoleni.

Pośród nostalgicznych wspominków Zbyszka Krzywańskiego o tym turnee pojawiła się jednak kropla dziegciu w postaci mniej przyjemnego epizodu, jaki miał miejsce w hotelu Unia w Lublinie. Po koncercie, gdy zdrowy trzon zespołu udał się na zasłużony wypoczynek, kilku członków grupy technicznej, która liczyła około 30 osób, nieco narozrabiało. Mniejsza o szczegóły - dość, że szwank poniosły aparat telefoniczny oraz okazała palma zdobiąca hotelowy hall. (To była palma, która nam odbiła - zgryźliwie wtrąca w tym mejscu Grzegorz). Rozpętała się z tego poważna afera, która zaowocowała kilkoma pełnymi oburzenia artykułami w gazetach, a także zakazem wstępu dla zespołu wydanym przez niektóre hotele orbisowskie. I choć wkrótce wszystko rozeszło się po kościach, jednak tego typu incydenty zostawiały zawsze jakiś ślad, który mógł być w razie potrzeby w przyszłości przywołany przez kogoś, kto chciałby zespołowi zaszkodzić, a tacy zawsze się znajdą.

Akurat z zakończeniem tej pełnej wrażeń trasy zbiegło się wejście na rynek LP "Nowe sytuacje". W tej nowej sytuacji, po krótkim odpoczynku i odpowiednio hucznym uczczeniu ukazania się pierwszej dużej płyty, Republika na początku maja wyrusza w trasę promocyjną zapoczątkowaną w Elblągu. Płyta sprzedaje się rewelacyjnie. W ciągu pierwszego miesiąca

rozchodzi się 260 tys. egzemplarzy, i to pomimo zaporowej ceny, która wynosiła 700 zł., podczas gdy krążki innych zespołów kosztowały w tym samym czasie około 160.

Jednocześnie, dzięki wielkiej popularności, dzięki olbrzymiej frekwencji, jaką gwarantował zespół, można było przeznaczać na realizację koncertów coraz większe środki. Już w trakcie tej trasy były one praktycznie niemal nieograniczone i chłopcy nie omieszkali z tego skorzystać. Konwój, którym poruszali się teraz po kraju, składał się z trzech ciężarówek i dwóch autobusów. Forma ich koncertów mogła być taka, jak sobie wymarzyli, ze starannie zaplanowaną scenografią, z precyzyjnie przygotowanymi światłami. Z tych trzech ciężarówek, jedna woziła same tylko światła. A zajmował się nimi spec nad spece - Arkadiusz Jarosz, fachowiec i pasjonat, który stworzył - jak powiada Grzegorz - departament światła, spełniający na koncertach funkcję równoległą i niemal równorzędną z muzyką. Wszystko to było sterowane ręcznie, a tak pieczołowicie dopracowane, tak perfekcyjnie wyreżyserowane, że absolutnie porównywalne z obecnymi realizacjami komputerowymi. W końcu nie bez kozery taki koneser, jak Piotr Kaczkowski, podczas poznańskiej Rock Areny '83 - co skrzętnie zanotował w pamięci Krzywy westchnął, że jest to dla niego największe przeżycie od czasu koncertu " Wall " Pink Floydów.

A cóż dopiero nastolatki! Problem nastolatek zawsze jest trochę dwuznaczny: z jednej strony uwielbienie takich młodziutkich panienek oczywiście człowieka kręci, ale z drugiej - może stać się przyczyną pewnych niedogodności, zwłaszcza jeśli występuje w nadmiarze. Grzegorz mówi, że jeśli ich zachowania są tak histeryczne, jak były wtedy, gdy zgromadzone pod estrada wolały w ekstazie ;, Grzesiuniu ", "Zbysiuniu" itd., wyzwalało to naturalnie reakcje ich rówieśników. W publiczności nie było miejsca na żadne uczucia, prócz skrajnych: miłości i nienawiści, a moja słynna grzywka stała się przedmiotem pożądania wszystkich punkrockowców, którzy marzyli, aby dopaść mnie i obciąć ten symbol mojego magicznego wpływu na ich dziewczyny. Oczywiście nic takiego nie było możliwe; bo byłem już dorosłym facetem i musieliby mnie zabić, aby obciąć mi grzywkę, ale bardzo ich to frustrowalo i odetchnęli, kiedy ściąłem ją sam i pokazałem się po raz pierwszy z włosami postawionymi na sztorc.

- Oczywiście przy tej okazji - dodaje Zbyszek - używali sobie, ile wlezie. Natychmiast po kraju rozeszła się fama i stworzono mit, że nareszcie punkom udało się dorwać Grzegorza i ostrzyc go...

- To było dla nich coś w rodzaju symbolicznej, rytualnej kastracji Ciechowskiego - podsumowuje Ciechowski. - Niejaki doktor Freud mógłby na ten temat powiedzieć coś więcej.

Jakby na przekór temu entuzjazmowi widowni, Republika na scenie była zawsze powściągliwa. Celowo stworzony surowy image zespołu miał kierować uwagę przede wszystkim na siłę przekazu, na muzykę i tekst; nie do pomyślenia była jakakolwiek kokieteria. Nie byli showmanami, którzy chcą wchodzić w interakcję, czy zażyłość z publicznością. Zachowując pozorny dystans, osiągali efekt taki, że niektóre koncerty graniczyły ze stanem zbiorowej hipnozy.

Tak było podczas poznańskiej Rock Areny, tak było podczas innych występów wiosną i latem 1983 roku i tak samo w trakcie rozpoczętej we wrześniu trasy pomorskiej. W tym czasie zaczęło się przygotowywanie materiału na drugą płytę i na tej trasie Republika grała już między innymi "Nieustanne tango" i "Psy Pawłowa".

Nagrywanie nowej płyty trwało przez cały listopad. Sesja odbyła się w studio na Wawrzyszewie, a realizatorem był Sławek Wesołowski. Płytę, która miała ukazać się w następnym roku, wydał Polton w skandalicznie zaniżonym nakładzie.

W grudniu Republika wystąpiła na Rockowisku w Łodzi, prezentując po raz pierwszy cały materiał z LP "Nieustanne tango". Koncert, który zapowiadał się fatalnie z powodu szwankującej techniki, przebiegł nadspodziewanie udanie. Publiczność, nie bacząc na kłopoty z aparaturą, przyjęła zespól bardzo gorąco, a krytycy na ogół nie szczędzili słów uznania, a nawet komplementów.

Na domiar wszystkiego, gdy syci chwały Republikanie w powrotnej drodze zabawiali się słuchaniem Programu III, dowiedzieli się, że na pierwsze miejsce Listy Przebojów wszedł właśnie utwór "Nieustanne tango".

Czegóż więcej wymagać od życia?...

ciąg dalczy ... Pięć lat tłustych - 1984

ciąg dalczy ... Rozsypka