Alex Stach

Gwiazdy, Komety & Czad

II - PIĘĆ LAT TŁUSTYCH

1982

Luty: koncert Rock Blok w Hali Gwardii z udziałem Tadeusza Nalepy i TSA - Marzec: nagranie pierwszego singla dla Tonpressu w studio na Wawrzyszewie - Kwiecień: dwutygodniowa trasa na Śląsku wraz z Józefem Skrzekiem i zespołem Turbo - Lipiec, sierpień: przygotowania do nagrania pierwszego LP - Wrzesień: sesja nagraniowa na Wawrzyszewie; powstaje LP "Nowe Sytuacje" - Wrzesień - Grudzień: około 70 koncertów podczas gigantycznej trasy obejmującej Mazowsze, Wielkopolskę, Wybrzeże, Dolny Śląsk.

Trzeba było jak najszybciej otrząsnąć się z szoku i próbować coś robić. Zbyszek nie pogodził się z deportacją do Drawska i natychmiast rozpoczął zabiegi o powrót do Torunia. To był warunek konieczny, aby zespół mógł funkcjonować,. Kiedy tylko udało mu się uzyskać 7-dniową przepustkę, zameldował się u prorektora do spraw dydaktycznych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika z prośbą o możliwość powrotu do akademika. Władze uczelni, jak większość społeczeństwa nie pogodzone z rygorami stanu wojennego poszły mu na rękę i szybko wyraziły zgodę. Zespół wznowić próby i to już było coś.

Następnie Paweł i Grzegorz też wystarali się o przepustki, aby pojechać do Warszawy. Andrzeja Ludewa znaleźli w nastroju dość minorowym, ale jednak nie beznadziejnym. Wspólnie doszli do słusznego wniosku, że stan wojenny nie będzie trwał wiecznie i nie należy opuszczać rąk, ale starać się kręcić coś, choćby w ograniczonym stopniu, wykorzystując wszelkie możliwości, jakie tylko pojawią się w tych warunkach. Dla wszystkich było jasne, że zespół musi trwać i nie może odejść w zapomnienie.

Dość szybko okazało się, że jakieś możliwości rzeczywiście istnieją. Władze stanu wojennego uznały widać, że nie da się za jednym zamachem zlikwidować całej kultury, że trzeba narodowi, oprócz polityki zostawić jakąś działkę, którą mógłby uprawiać. Padło na muzykę rockową. Snadź generałowie założyli -jak się wkrótce miało okazać, niesłusznie- - że to będzie wentyl najmniej niebezpieczny. Życie muzyczne, co prawda w znacznie okrojonej postaci. zaczęło się z wolna odradzać.

Jedną z pierwszych, jeśli nie pierwszą po grudniowej zapaści dużą imprezą, zorganizowaną przez Stołeczną Estradę, był Rock Block w Hali Gwardii. Koncert odbył się w lutym, a wystąpili: Republika, Tadeusz Nalepa z zespołem Oddział Zamknięty i grupa TSA, która była wówczas gwiazdą pierwszej wielkości. Zbyszek Krzywański ocenia, że zomowcy, którzy mieli pilnować porządku, stanowili 30% publiczności. Okazało się to za mało. Słuchaczy usadzono na krzesłach ustawionych na płycie boiska. Kiedy Republika zaczęła grać, wszyscy wstali, a ZOMO usiłowało posadzić ich z powrotem, niestety bez powodzenia. Ponieważ obie strony były uparte, rozpoczęła się lękka zadyma, która trwała już do końca. Ucierpiały głównie meble: kiedy Republika po koncercie opuszczała Halę Gwardii, minęła trzy sterty nierównej wielkości. Na najmniejszej leżały krzesła nadające się do naprawy, na średniej - części krzeseł mogące się jeszcze na coś przydać, na największej - złom, którym można było ewentualnie napalić w kominku.

Wkrótce po tym spektakularnym sukcesie, na początku marca przyszedł czas na nagranie pierwszego singla. Tonpress uruchomił właśnie nowe studio na Wawrzyszewie i tam miała odbyć się sesja. Realizatorem był Kuba Nowakowski i na nim, jak się wydawało, spoczywał obowiązek przygotowania wszystkiego, co niezbędne do nagrania. Tymczasem, wyznaczonego dnia, gdy zespół stawił się z samego rana z podstawowymi instrumentami - Grzegorz z fletem, Zbyszek z gitarą, Paweł z basem i Sławek z pałkami - okazało się, że na miejscu nie ma nic, przede wszystkim zaś zapału do pracy. Zdetonowani muzycy, którzy pierwszy raz znaleźli się w profesjonalnym studiu, nie bardzo wiedzieli, co jest grane i jak się należy zachować. Dłuższy czas czekali potulnie, aż się ktoś nimi zainteresuje, ale nie zanosiło się na to. Wreszcie zdesperowany Grzegorz bardzo uprzejmie zwrócił uwagę realizatorowi, że zespół jest w komplecie, gotowy i wypadałoby może zacząć coś robić. "Nie ma mowy" - krótko i stanowczo uciął Kuba, po czym wyjaśnił, że nie zaczną wcześniej, aż zjawi się Ludew z pieniędzmi. Okazało się, że realizator ma niezłomne zasady: bierze z góry!

Nieświadom niczego Andrzej Ludew, przekonany, że chłopcy od światu pilnie pracują, nie spieszył się bynajmniej i dotarł na Wawrzyszew dopiero około 14-tej. Po czym odbyły się krótkie pertraktacje z panem Nowakowskim, który wycenił swoje zaangażowanie na sumę równą honorariom wszystkich muzyków. Tak więc Republika wyszła na tym finansowo na zero, zaś pan Kuba niewątpliwie na plus, jeśli doliczyć jego normalne, ustawowe honorarium od macierzystego Tonpressu.

Także artystyczne wyniki jego pracy nie były imponujące. Nagrany wreszcie w takich bólach materiał, aby nadawał się na płytę, musiał powtórnie od początku zmiksować Wojtek Przybylski. Powstały trzy piosenki: "Kombinat", "Gadające głowy" i "Układ sił", z których na płycie znalazły Się ostatecznie dwie pierwsze. "Układ sił", oddany do Programu III, zadebiutował w poczekalni Listy Przebojów, po czym został zdjęty przez cenzurę, choć mógł być nadal wykonywany na koncertach. Żeby było śmieszniej - "Gadające głowy" miały akceptację cenzury na płytę i radio, ale nie miały na koncerty. Jedynym utworem z tych trzech nie obłożonym żadnym embargiem, był "Kombinat". Takimi to pokrętnymi ścieżkami chadzały decyzje Głównego Urzędu Kontroli Prasy Publikacji i Widowisk, o którego istnieniu dziś już mało kto pamięta, a który był jednym z najpotężniejszych instrumentów władzy w PRL ...

"Kombinat", który podmienił na Liście Przebojów Trójki "Układ sił", znalazł się początkowo na miejscu 27, by po tygodniu awansować na 9-te, następnie na 3-cie i w czwartym tygodniu wyjść na prowadzenie.

Podczas gdy "Kombinat" wspinał się na pierwsze miejsce Listy, Republika, na przełomie marca i kwietnia, wyruszyła na dwutygodniową trasę koncertową po Śląsku, w towarzystwie Józefa Skrzeka i zespołu Turbo. Wtedy po raz pierwszy dobitnie ujawniła się siła działania promocji tak zwaną "pocztą pantoflową". Mimo całkowitej nieobecności w telewizji, której w stanie wojennym szanujący się artyści unikali jak ognia, mimo pierwszego dopiero sukcesu na antenie Trójki, Republika spostrzegła, że ma już coraz liczniejszą, wierną publiczność koncertową. Można zaryzykować twierdzenie, że już wówczas, spośród najbardziej zdeklarowanych zwolenników, wyłonił się trzon "stałego elektoratu" zespołu, który towarzyszy mu do dziś.

Można też sądzić, że właśnie wtedy Republika uzyskała w pełni poczucie własnej tożsamości, poczucie siły, dzięki czemu nabrała wiatru w żagle i zaczęła ostro przeć do przodu.

Zaraz po zakończeniu śląskiej trasy zaczęły się przygotowania do nagrania longplaya. Realizacji podjęła się wytwórnia Polskiego Stowarzyszenia Jazzowego - Poljazz, która następnie odsprzedała prawa Poltonowi. W wyniku sesji, która odbyła się we wrześniu na Wawrzyszewie, powstały : LP Nowe sytuacje, wydany wiosną 1983 r., singiel Sexy Doll - Układ sił, wydany przez Tonpress w r. 1982 oraz dwa nagrania dla Programu III - "Telefony" i "Biała flaga". Trzy piosenki przygotowane na LP - "Zawroty głowy", "Lawa" i "Republika" - nie weszły na płytę, zatrzymane przez cenzurę. Realizatorem nagrań był Wojtek Przybylski.

Od tego momentu sukcesy Republiki zaczynają gnać i rosnąć na kształt lawy, czy może raczej lawiny, i przyprawiać o zawrót głowy. Już od października "Sexy Doll" i "Telefony" przez wiele tygodni okupują dwie pierwsze pozycje na Liście Przebojów Trójki, od czasu do czasu zamieniając się tylko miejscami. W listopadzie, z pominięciem poczekalni, od razu na 4-te miejsce Listy wchodzi "Biała flaga". Jednocześnie całą parą toczy się machina koncertowa. Jesień wypełnia Republice gigantyczna trasa, obejmująca Mazowsze, Wielkopolskę, Dolny Śląsk i Wybrzeże.

Zespół daje około 70 występów, nierzadko koncertując dwa razy dziennie. Wszędzie czekają tłumy entuzjastycznych fanów, i jeszcze większe - rozanielonych fanek, gotowych na najmniejsze skinienie któregoś z idoli wpaść w ekstazę. Czyhają też podstępni i natrętni dziennikarze; Grzegorz niemal codziennie udziela jakiegoś wywiadu. Są na ustach wszystkich.

Chłopcy kończą ten szaleńczy objazd na ostatnich nogach, ale co do jednego żaden z nich nie ma wątpliwości : teraz, na przełomie 1982/83 roku Republika jest wielka!

I jakkolwiek nieprawdopodobnie brzmi to dzisiaj, faktem jest, że to olbrzymie powodzenie żadną miarą nie przystawało wówczas do finansów. Przedsiębiorstwo Estrada, faktyczny państwowy monopolista w organizacji koncertów, płaciło wszystkim po równo znormalizowane, śmiesznie niskie stawki, zupełnie niezależnie od ilości sprzedanych biletów. Wytwórnie płytowe z kolei, zobligowane do realizacji odgórnie zatwierdzonych planów produkcyjnych i mające ograniczone "moce przerobowe", mogły wypuszczać tylko takie nakłady, jakie wynikały z rozdzielnika, choćby zapotrzebowanie było wielokrotnie wyższe. W tej sytuacji, czy kto w Polsce był Bitelsem, czy ostatnim trzecioligowym szarpidrutem, teoretycznie mógł zarobić tylko tyle, ile wynikało z normatywów, czyli tyle, co nic.

Naturalnie, jak we wszystkich innych dziedzinach, i tutaj życie znalazło praktyczne sposoby na ominięcie socjalistycznych bzdur. Wytrawni managerowie, od lat praktykujący w branży, dopracowali się solidnego systemu niezawodnych wybiegów, aby każdy mógł wyjść na swoje.

Sęk w tym, iż Andrzej Ludew nie był jeszcze wytrawnym managerem, a że konkurencja niechętnie dzieliła się swoimi sekretami, do wszystkiego musiał dochodzić własnym doświadczeniem. Na szczęście uczył się szybko, więc sytuacja miała się wkrótce poprawić. Niemniej fakt pozostaje faktem : na przełomie lat 1982/83 Republika już jest wielka, ale jeszcze biedna.

ciąg dalczy ... II - Pięć lat tłustych - 1983

ciąg dalczy ... III - Rozsypka