Alex Stach

Gwiazdy, Komety & Czad

II - PIĘĆ LAT TŁUSTYCH

1981

Kwiecień - Premierowy koncert Republiki w toruńskim klubie Odnowa; Lipiec - koncerty w południowej Polsce, m. in. w Krakowie, Tarnobrzegu, Nowej Dębie (po części w towarzystwie grupy Pastor Gang; Sierpień - koncerty na Pomorzu Zachodnim i w Koszalinie; Październik - występ w warszawskim klubie Riwiera-Remont wraz z Brygadą Kryzys; - zajęcie I miejsca na II Festiwalu Nowofalowych Zespołów Rockowych w Toruniu; Listopad - występ na Rockowisku w Łodzi; Grudzień - koncerty w Riwierze uzupełnione konferencją prasową i bankietem; - planowany koncert z Izą Trojanowską w Sali Kongresowej nie odbył się z wiadomych przyczyn obiektywnych.

12.01.1996 - W toruńskiej kawiarni Pod Atlantem* Republikanie na spotkaniu z Alexem Stachem snują wspomnienia o pamiętnym roku 1981. *

Grzegorz - Trafiliśmy w bardzo ważny moment dla rozwoju muzyki w Polsce. Następowała przemiana estetyczna, nowa fala zaczynała dominować i zalewać bardziej poinformowane środowiska. Dziś mody narzucane są przez media, wówczas kreowali je ludzie odziaływujący na poszczególne ośrodki kulturalne. Było kilka takich ognisk: przede wszystkim Warszawa, Toruń, Gdańsk. Tamtejsze środowiska skupiały się wokół klubów studenckich, takich jak Remont, Hybrydy, Odnowa. Ludzie krążyli z płytami w tę i we w tę, te płyty przegrywało się na taśmy, robiło się nasiadówki i słuchało bez końca Patty Smith, zespołów nowojorskich, jak Doll by Doll, Television i B-52, trochę później Talking Heads, Stranglers, Suicide. Wokół klubów krążyli ludzie bardzo awangardowi, dla których Talking Heads, to już była komercja, nieomal godna pogardy. W Toruniu funkcjonował niejaki Szymon Osmoza "Ornitolog", który miał odczyty na temat nowych płyt. Najpierw je odtwarzał, słuchało się, a potem dyskutowało do upadłego. Byliśmy pod przemożnym wpływem tej muzyki. Dlatego, kiedy zagraliśmy pierwszy koncert w Dworze Artusa, staliśmy okrakiem między światem starej muzyki, spadkiem poprzednich lat, gdzie wiele rzeczy było niekonsekwentnych stylistycznie, a pierwszymi pojawiającymi się zwiastunami nowych brzmień.

Po koncercie mieliśmy kaca - nie wiedzieliśmy, w jakim kierunku wszystko ma iść, a1e czuło się, że jesteśmy na najlepszej drodze do kulturystyki muzycznej, grania jakichś solówek. W tej sytuacji zapadło postanowienie: albo wywalamy wszystko z wyjątkiem "Białej flagi" i robimy nowy materiał, albo możemy powiedzieć sobie do widzenia.

Zbyszek - Zaczął się okres pioruńsko wytężonej pracy.

Paweł - Siedzieliśmy w klubie dniami i nocami. Świątek piątek i w niedziele.

Zbyszek - Ale już w czerwcu, pamiętam. zagraliśmy nowy program.

Paweł - Zaczęliśmy występować z nim w okolicach Torunia i Bydgoszczy. To już była zupełnie inna muzyka bardzo ascetyczna, pozbawiona rozbudowanej harmonii i wybujałego solówkowania...

Zbyszek - Zaczęliśmy główny nacisk kłaść na siłę przekazu, to stało się najważniejsze.

Grzegorz - Wtedy po raz pierwszy poszła fama, że Republika gra progresywnie i zaczęto ją utożsamiać z punk rockiem. Bez sensu! Owszem, mieliśmy co prawda kilka ostrych kawałków, a1e nikt z nas nie identyfikował się ani z punk-rockiem, ani z poppersami, ani z żadnym ruchem tego rodzaju...

Sławek - Brakowało nam managamentu z prawdziwego zdarzenia, jakiejś sensownej promocji i w którymś momencie spróbował się tym zająć Waldek Rudziecki.

Paweł - Waldek, kierownik klubu Odnowa w Dworze Artusa, był animatorem działań kulturalnych. nie tylko w klubie, a1e w ogóle w mieście. Miał na tej niwie duże osiągnięcia; między innymi klub zawdzięczał wyjątkowo bogate jak na owe czasy wyposażenie, właśnie jemu, poza tym nieustannie coś się tam działo, trwała ożywiona wymiana zespołów z innymi studenckimi klubami z całego kraju.

Zbyszek - Waldek zorganizował nam trasę na południu, graliśmy koncerty w Krakowie, w Tarnobrzegu i w Nowej Dębie, o ile sobie przypominam, a zaraz potem na Wybrzeżu i w okolicach Koszalina.

Grzegorz - I właśnie wtedy na koncertach zaczęli pojawiać się punkrockowcy ostro tańcząc pogo; w tym momencie zawłaszczyli nas jako swój zespól kultowy, a im silniejsze było to przekonanie, tym większe rozczarowanie i złość, gdy później okazało się, że Republika jest czymś innym.

Zbyszek - W każdym razie Waldek szybko się zniechęcił. Zaraz po tych koszalińskich koncertach listownie złożył dymisję z funkcji managera, motywując, że zespól nie potrafi właściwie rozumieć relacji między pracodawcą a pracownikiem...

Sławek - Prawdopodobnie po prostu doszedł do wniosku, że z nas nic nie będzie i nie warto tracić z nami czasu.

Paweł -Ale podejrzewam, że potem pluł sobie w brodę, że nie zaufał nam w tamtym momencie. Zresztą wtedy nikt nam nie ufał od strony muzycznej. No, z jednym wyjątkiem. Chłopcy z Kryzysu umożliwili nam kontakty z Rock Estradą i zaprosili na wspólny koncert w Remoncie. Na ten wyjazd do Warszawy pożyczyliśmy z teatru jakieś przedziwne kostiumy, bodajże zielone spodnie, czerwone koszule, bo musieliśmy wyglądać szokująco. I to się świetnie udało, natomiast sam koncert - mniej. Prawdę mówiąc, totalna klapa. Impreza była zorganizowana pół amatorsko, sala źle nagłośniona - słychać było pogłosy - a my strasznie spięci, i na dodatek napasieni przez kolegów z Kryzysu ciasteczkami z gandzią, w stanie nieważkości. Zagraliśmy mniej więcej półtora numeru i rozjechaliśmy się zupełnie. Starczyło nam jeszcze tylko przytomności, żeby zakrzyknąć ze sceny, że to prowokacja i czym prędzej dać nogę.

Zbyszek -A jednak, paradoksalnie, obróciło się to wszystko na naszą korzyść, bo ktoś nas wreszcie przyuważył.

Sławek - Jakiś znajomy Ludewa, który przekonał go, że warto się nami zainteresować.

Grzegorz - Andrzej miał idee fix żeby zostać wielkim managerem wielkiego zespołu. Czekał na okazję, by zrealizować tę swoją pasję i ta okazja się nadarzyła.

Paweł - My tymczasem wróciliśmy do Torunia, otrząsnęliśmy się z niesmaku po warszawskim występie zaczęliśmy przygotowania do poważnej dla nas imprezy, jaką był nowofalowy przegląd odbywający się w październiku w Odnowie. Przyjechało dużo zespołów **. To był rok 1981 i wszyscy po raz pierwszy korzystaliśmy z pełni praw obywatelskich. Niektórzy zachłysnęli się wolnością aż w nadmiarze; kapele śpiewały przepiękne teksty, których fragmenty pamiętam do dzisiaj, w rodzaju: "żona kapitana leży wyruchana "... i inne tego typu. Takie to były zespoły - nie umieli nic, nawet porządnie trzymać instrumentu, a wychodzili na scenę. Byliśmy niekwestionowaną gwiazdą tego festiwalu i odnieśliśmy zwycięstwo. Właśnie wtedy poznaliśmy Andrzeja Ludewa.

Zbyszek - Był postacią bardzo popularną w wielu środowiskach. Z wykształcenia architekt, z zamiłowania bon vivant, robił forsę jako "prywaciarz" - tak to się wtedy nazywało - między innymi produkując różne nalepki, znaczki itp. na potrzeby zespołów. W branży muzycznej miał dobre układy, a1e raczej na obrzeżach. I teraz zapragnął zostać polskim Brianem Epsteinem. A to jest facet, który gdy już czegoś zapragnie potrafi być konsekwentny w tym, co robi.

Sławek - Zaczął od tego, że wezwał nas do Warszawy... No, może, oględniej mówiąc - zaprosił nas na spotkanie.

Paweł - Wydelegowaliśmy na te rozmowę Ciechowskiego z Ciesielskim.

Grzegorz - Czekaliśmy na Ludewa na Dworcu Centralnym, wiesz, musieliśmy wyglądać jak typowi prowincjusze gapiący się na Pałac Kultury. Wreszcie Andrzej zajechał nowiutkim Kadettem, co na owe czasy było szczytowym szpanem. W tym Oplu miał super radio Pionier z odtwarzaczem, na którym rewelacyjnie brzmiała przywieziona przez nas nasza kaseta. Żona Ludewa, Małgosia, zasuwała po tej Warszawie 150 na godzinę, śmigała między tymi wszystkimi tramwajami, a my patrzyliśmy na to autentycznie, zszokowani. Andrzej przesłuchał nasze nagrania i powiedział, że potrzebuje dwu dni na zastanowienie. Jak się potem okazało, przez te dwa dni puszczał kasetę wszystkim znajomym, a po wysłuchaniu ich opinii rzekł: "OK, zajmę się wami". I, po pierwsze, zabrał nas na ciuchy do Rembertowa, gdzie nakupował mnóstwo szmat. Między innymi słynny krawat Ciechowskiego stamtąd właśnie się wywodzi.

Zbyszek - Andrzej od samego początku zaczął konstruować nasz image.

Grzegorz - Stworzył wokół zespołu aurę grupy ekskluzywnej, luksusowej. Wszystko musiało być ekstra: najlepsze hotele, najbardziej komfortowe podróżowanie, najwyższej klasy aparatura. I nie będziemy udawać, że nam to nie odpowiadało, natomiast punk-rockowej publiczności zdecydowanie nie. Oni uznali, żeśmy ich zdradzili, choć nie mieliśmy przecież żadnych zobowiązań.

Sławek - Tak, to naprawdę było rajcujące, kiedy na przykład jeszcze na samym początku, mieliśmy trasę jako przedgrupa zespołu Turbo i oni sypiali w podrzędnych hotelikach, a my w najlepszych. Z tym, że do tych luksusów cholernie szybko się przywykło.

Paweł - Z Ludewem przeżyliśmy okres naszej największej popularności. To był człowiek na luzie, który wymyślał różne fajne historie, a potem miał odwagę wcielać je w życie i udawało mu się. Nagle wszystko zaczęło się kręcić w coraz bardziej zawrotnym tempie. Ja zorientowałem się w rozmiarach naszej popularności właściwie dopiero przed wydaniem płyty. Każdy występ, każda akcja zespołu wiązała się dla mnie z wielkimi emocjami, gdy tymczasem stworzony przez Andrzeja wizerunek zespołu sprawiał, że jawiliśmy się ludziom jako zarozumiali, niedostępni, może nawet cyniczni starzy wyjadacze. W rzeczywistości byliśmy - przynajmniej do pewnego momentu - pokornymi barankami, którym z trudem udawało .się opanować drżenie głosu przed mikrofonem. Z czasem, owszem, zaczęła nam trochę odbijać palma, ale to było znacznie później. Na początku bywało, że miąłem dość hałasu, łomotu, rozgardiaszu towarzyszącego trasom koncertowym. Trochę mnie to wszystko przerażało, bo byłem raczej człowiekiem spokojnym, domatorem, nie przywykłym do sytuacji, kiedy wszystko gna, pędzi na złamanie karku, ta gonitwa powodowała stres, z którym z trudem sobie radziłem.

Zbyszek - Dla nas wszystkich ta nagła popularność była zupełnym zaskoczeniem.

Grzegorz - To wyniknęło jakby mimochodem, właściwie przypadkowo. W każdym razie nigdy nie było naszym celem. Zbyszek - Natomiast na pewno było celem Ludewa, który zabrał się do roboty z dużym rozmachem. Już w listopadzie zorganizował nam występ na Rockowisku w Łodzi. Wszystko było przygotowane bardzo rzetelnie. Czekały na nas miejsca w najlepszym łódzkim hotelu Centrum i wagon wspaniałych ciuchów zorganizowanych przez Małgosię, która prowadziła butik. Andrzej wyprodukował też chyba z tonę znaczków z wymyślonym przez siebie logo grupy: nazwa zespołu pisana republikarycą na tle czarno białych pasków. Te ,znaczki były sprzedawane, gdzie tylko się dało, a także garściami rzucane ze sceny w trakcie koncertów. Na tamte czasy to były nowatorskie chwyty, które robiły wrażenie i szybko przyniosły spodziewane efekty.

Sławek - To był, na dobrą sprawę, pierwszy tak spektakularny występ Republiki przed wielotysięczną publicznością przyjęty bardzo gorąco ***.

Zbyszek - Nasz manager natychmiast poszedł za ciosem. 4 i 5 grudnia zorganizował koncerty w Riwierze. Ponieważ klub nie chciał ryzykować angażowania własnych środków dla nieznanego jeszcze zespołu, Ludew sfinansował całą imprezę własnymi siłami. To była kupa forsy, ale nie poszła na marne. Na konferencji prasowej, po drugim występie, 5 grudnia, zjawiło się mnóstwo dziennikarzy. W tym momencie weszliśmy w szerszy obieg: zainteresowanie prasy i publiczności rosło ****, a co najważniejsze, pojawiły się różne ciekawe propozycje.

Grzegorz - Na początek wybraliśmy jedną- szalenie obiecującą.

Paweł - Na l5.XII.1981 zaplanowany został w Sali Kongresowej wspólny koncert z Izą Trojanowską, która była wówczas w uderzeniu, bezapelacyjnie na topie. Zanosiło się, że sala będzie wyprzedana do ostatniego miejsca...

Zbyszek - Byliśmy już właściwie spakowani oczekując wyjazdu do Warszawy, kiedy 13 grudnia generał Jaruzelski ogłosił stan wojenny. To był szok, grom z jasnego nieba! Z dnia na dzień wszelkie plany wzięły w łeb, nikt nie potrafił wyobrazić sobie, co będzie dalej. Później doszło do nas, że Andrzej Ludew, gdy dowiedział się o puczu, wykrzyknął; " Co to znaczy stan wojenny?! Do cholery, przecież mamy koncerty! " Niestety, nawet Ludew nie mógł w tym wypadku nic poradzić.

Paweł - Beznadzieja i przygnębienie były tym większe, że od razu dotknęły nas i nasze rodziny represje. Moja siostra, a także przyjaciółka, zostały internowane. To samo spotkało teścia Grzegorza. Ponieważ zamknięto uczelnie, Zbyszek musiał opuścić akademik i wrócić do rodzinnego Drawska Pomorskiego. Wprowadzono godzinę milicyjną, zakaz podróżowania i cenzurę prywatnej korespondencji. Telefony nie działały, a w telewizorze umundurowani spikerzy zapowiadali smutne zmilitaryzowane programy... Tak kończył się pamiętny rok 1981.


*Kawiarnia "Pod Atlantem".Jeszcze w 1861 r. stał w tym miejscu - na rogu ulic Ducha Świętego i Rabiańskiej - niewielki, jednopiętrowy spichrz. Przebudowano go na budynek mieszkalny w r. 1890 nadając mu formę neorenesansową, z wydatnym boniowaniem i elementami architektonicznymi na elewacji frontowej. Na froncie również umieszczona została figura dźwigającego belkowanie Atlanta, od którego wzięła nazwę znajdująca się tam kawiarnia.

W również stylowym, nastrojowym wnętrzu nakrytym drewnianym, kasetonowym stropem podpartym parą żeliwnych kolumn, zwraca uwagę piękny kaflowy piec z ceramicznymi figurkami puttów na narożach. Jego połyskliwa, ciemnozielona glazura wspaniale harmonizuje z neorenesansowymi meblami krytymi skórą i ciemnoczerwonym pluszem.

Całości wystroju dopełniają wiszące na ścianach dawne ryciny pokazujące co ciekawsze fragmenty Torunia.

Aranżacja tego nastrojowego wnętrza jest dziełem prof. Jana Tajchmana z Wydziału Sztuk Pięknych UMK.

opr. mgr Marek Gzyło

** "Impreza ta ściągnęła do pięknego grodu nad Wisłą czternaście zespołów spod znaku nowej fali rocka. Grupy przybyły ze wszystkich stron Polski. Republika dzięki udanemu występowi zdystansowała konkurentów, momentalnie zyskując uznanie widowni. /.../ Republika, startująca z pełnym, 1.5 godzinnym programem, ma wyraźny stylistyczny profil, gra utwory przemyślane, starannie zaaranżowane, a jednocześnie nie pozbawione cudownej spontaniczności." (Non Stop, 6/1982)

*** "... podczas łódzkiego Rockowiska /.../ występ grupy bardzo przypadł do gustu miłośnikom muzyki nowofalowej./.../ Czołową postacią w zespole jest Grzegorz Ciechowski grający z piekielnym temperamentem na fortepianie i flecie oraz śpiewający z potężną dawką ekspresji. Stanowi to duży kontrast z "chłodnym" zachowaniem się na scenie pozostałych członków grupy./.../ W ostatnim plebiscycie popularności ogłoszonym przez dziennik Słowo Powszechne, Republika została uznana przez czytelników za "Talent roku 1981". Wyprzedziła w tej kategorii TSA, Dżem; Lombard i Cytrus. Republika znalazła się także wśród laureatów kategorii "Najpopularniejszych wykonawców nowej fali rocka", ustępując jedynie Kryzysowi." (Non Stop, 6/1982)

**** W numerze 4/1982 Magazynu Muzycznego Jazz /jr/ pisze: "Nie wydawało mi się prawdopodobne, aby wykonawca mogący uchodzić za przykład wtórności naszego rocka wobec zachodnich wzorców przeistoczył się w jednego z czołowych przedstawicieli polskiej nowej fali - że jest to jednak możliwe przekonałem się 5 grudnia 1981 roku, na pierwszym warszawskim koncercie zespołu w sali widowiskowej "Riviera". Przyczyną tej niezwykłej metamorfozy okazała się po prostu zmiana lidera. Odszedł dawny wokalista i gitarzysta Jan Castor, by szukać szczęścia jako solista, bez większego zresztą powodzenia - po okresie czasowego zamrożenia działalności, Republika odrodziła się w nowym składzie pod kierownictwem /.../ Grzegorza Ciechowskiego. /.../ Do tekstów przenika wiele zwrotów zaczerpniętych wprost z języka stworzonego na użytek środków masowej informacji. Zdaniem Ciechowskiego, jest to język niezwykle ekspresyjny i plastyczny, operujący powszechnie zrozumiałym skrótem, a użycie go w odniesieniu do zwykłych, codziennych sytuacji przynosi zadziwiające efekty. /.../ Republika to najlepszy debiut 1981, zwiastujący - być może pojawienie się nowej generacji polskich zespołów rockowych: inteligentnych, bacznie obserwujących świat i błyskawicznie reagujących na zachodzące w nim przemiany; wróżący - daj Boże - zmierzch wykonawców, nie pojmujących, że rock jest martwy, gdy funkcjonuje w oderwaniu od rzeczywistości".

ciąg dalczy ... II - Pięć lat tłustych - 1982

ciąg dalczy ... III - Rozsypka